Rōmusha umieszczono w ładowni dziobowej. Panował tam tak wielki tłok, że tylko nieliczni robotnicy znajdowali miejsce, by usiąść. Pozostali musieli spędzić całą podróż na stojąco. Równie duże zagęszczenie występowało w ładowniach rufowych, w których znaleźli się jeńcy. Do ładowni i na pokłady Japończycy załadowali ponadto samochody ciężarowe, skrzynie z dynamitem, beczki z ropą naftową, a nawet puste worki po cemencie. Z powodu tłoku i tropikalnych temperatur w ładowniach panował trudny do zniesienia upał, jednakże Japończycy zezwolili, aby tylko co drugi właz pozostawał otwarty. Sytuację sanitarną pogarszał fakt, że liczba latryn była całkowicie niewystarczająca. Jeńcy musieli czekać na swoją kolej nawet przez półtorej godziny. Wyżywienie było wystarczające, a wręcz lepsze niż to, które otrzymywali dotąd w obozach. Gorzej przedstawiało się natomiast zaopatrzenie w wodę; jeńcom wydawano ją dwa razy dziennie, po zaledwie jednym kubku na osobę. Nierzadko dostarczano ją w tych samych wiadrach, które służyły do wynoszenia nieczystości. Wkrótce w ładowni nr 4 zawaliła się jedna z drewnianych platform, na skutek czego kilku jeńców odniosło mniej lub bardziej poważne obrażenia.