Powodowało to zapalenie ładunku prochowego, a przez to oddanie strzału. Mimo swojej prostoty i niezawodności zamek lontowy miał jedną podstawową wadę, aby oddać strzał, w kurku musiał tkwić zapalony lont lub hubka. Było to niezwykle kłopotliwe w przypadku złych warunków pogodowych (deszcz, duża wilgotność powietrza).

Zamek kołowy Kolejną konstrukcją był zamek kołowy. Składał się on z obrotowego metalowego koła, napędzanego sprężyną i kurka z zamocowanym krzemieniem, Przed odpaleniem należało nakręcić sprężynę koła za pomocą klucza. Naciśnięcie spustu broni zwalniało sprężynę i powodowało obrót koła. Iskry padające na panewkę wywoływały zapalenie się podsypanego tam prochu, a następnie odpalenie prochu w lufie. Z uwagi jednak na skomplikowaną i delikatną konstrukcję oraz podatność na uszkodzenia, a także na niedogodność procedury nakręcania, nie wyparł całkowicie wcześniejszego zamka lontowego. Stosowany głównie w arkebuzach, pistoletach i broni myśliwskiej, wyparty został w XVIII wieku przez prostszy i pewniejszy zamek skałkowy.