Pożar na pokładzie ugaszono o 12.15, a we wnętrzu o 13.42. Podczas gaszenia pożaru do wnętrza okrętu (na pokład hangarowy) została wlana taka ilość wody morskiej, że zagroziło to przechyłem okrętu i jego zatonięciem — zapobiegło temu szybkie kontrbalastowanie.

Późniejsze dochodzenie wykazało, że za eksplozję odpowiedzialny był materiał wybuchowy w bombach (pochodzących z czasów II wojny światowej), który był bardzo niestabilny w podwyższonej temperaturze. Wtedy na lotniskowcach stosowano już nowsze bomby wypełnione stabilniejszym materiałem wybuchowym (w warunkach, do jakich doszło podczas pożaru, eksplodowałyby najwcześniej po kilku minutach, co dałoby strażakom czas na ugaszenie pożaru, podczas gdy bomby z II wojny światowej mogły wytrzymać co najwyżej 1,5 minuty). Jednakże nowszych bomb zabrakło, więc zdecydowano się na tymczasowe korzystanie z zapasów starych. Ponadto stare bomby znacznie mniej pewnie tkwiły w zamkach w zaczepach samolotów, co spowodowało, że po uderzeniu rakiety odpadły.