Wyznawcy kultu Johnsona formalnie nie biorą udziału w krajowych ani lokalnych wyborach Papui-Nowej Gwinei, argumentując, że ich wyspa jest już pod amerykańskim panowaniem. Mimo to korzystają z państwowych usług zdrowotnych i edukacyjnych, co świadczy o ich pragmatycznym stosunku do realiów politycznych.

Choć ruch nazywany jest „kultem”, antropolog Dorothy Billings, która badała społeczność z bliska, wykazała, że nie był to typowy kult religijny. Brakowało mu cech charakterystycznych dla kultów cargo – nie posiadał rytuałów, proroków, świętych przedmiotów ani objawień. Był formą politycznego protestu i swoistej gry wymierzonej przeciw australijskim władzom kolonialnym, które przez lata zaniedbywały rozwój wyspy. Poprzez symboliczny wybór Johnsona mieszkańcy chcieli ośmieszyć i upokorzyć administrację australijską, wymuszając na niej większe wsparcie i rozwój. Ta polityczna gra wpisywała się w unikalną kulturę Nowego Hanoweru, gdzie publiczne wystąpienia, prowokacje i teatralne gesty są powszechnym narzędziem negocjacji oraz wyrażania sprzeciwu.