Mieczysław Hoszowski pisał o filmie następująco:
Znaleźli się ludzie, którzy pokazali masom na ekranie bezwstyd i wmówili w nie, że to szczyt artyzmu. Potem określili głupotę jako humor, dowcip lub komizm, a bezkrytyczne masy zgodziły się z tym, bo to odpowiadało ich niskim instynktom. Połączywszy jedno i drugie, stworzyli owi ludzie film rewiowy i komedię filmową, a za pomocą odpowiedniej reklamy, pozyskali nie tylko masy, ale i – „inteligencję”.
Również recenzent prawicowego „Prosto z Mostu” A. Mikułowski wyrażał dezaprobatę wobec sceny z parodią Mae West: gdy „ukazuje się Bodo przebrany za kobietę, budząc entuzjazm mniej wybrednej publiczności, wówczas ręce złożone do oklasków opadają”. Anonimowa recenzja w „Gazecie Polskiej” głosiła: „Całość filmu jest banalna. Wnętrza starannie nieestetyczne. [...]. Niefortunny pomysł ze speakerem radiowym przebranym za Mae West zatrąca poważnie o wulgarność”.