Ulice zalewały tłumy przybranych w bandanki harleyowców. Takiemu zespołowi jak Fear Factory trudno było znaleźć miejsce na koncerty. Burton: „Nie pasowaliśmy do żadnej sceny, ani deathowej, ani rockowej.” Fear Factory zaczęło grać partyzanckie koncerty na tyłach domów znajomych. Dino: „Te imprezy stały się w pewnym momencie masowe. Jakiś dzieciak chciał mieć superimprezę na swoim podwórku, pobierał 2,3-dolarowe opłaty za wstęp. Powstawały w ten sposób małe sceny z oświetleniem i nagłośnieniem, gdzie można było grać nawet dla 500 osób. A ponieważ takie koncerty odbywały się z dala od miejsc, gdzie policja byłaby skłonna do interwencji, nic i nikt nie zakłócał ich przebiegu.”

Pierwsze właściwe demo Fear Factory zostało wyprodukowane przez Rossa Robinsona, późniejszego „mistrza” nu metalu i odkrywcę grupy KoRn. Dwie pierwsze demówki nie nadawały się do niczego, ciekawe jest to, że jedną z nich wyprodukował Billy Gould, basista Faith No More. „Było okropne” – ze śmiechem wspomina Dino;