Nominację zdobył wówczas jednak jeszcze bardziej lewicowy, choć bardziej znany i bardziej wpływowy od Harrisa, senator George McGovern z Dakoty Południowej, który wysoko przegrał z urzędującym prezydentem Richardem Nixonem.
Mimo tej porażki kandydował ponownie w 1976 i tym razem był w ścisłym gronie faworytów. Harris prowadził niespotykaną kampanię wyborczą. Podróżował po kraju i zatrzymywał się w prywatnych domach, oferując swoim gospodarzom kartę wstępu do Białego Domu na całą noc, kiedy tylko zostanie prezydentem.
Zabiegał też bardzo o głosy Indian. Oklahoma, dawniej będąca „Terytorium Indiańskim”, posiada liczący się elektorat rdzennych amerykanów. Notabene żona Harrisa, LaDonna Harris, sama była Indianką.
Harris, podobnie jak inny z faworytów, kongresmen Morris Udall z Arizony, reprezentował poglądy bardzo liberalne, co spowodowało obawy kierownictwa partii, iż może powtórzyć się historia z McGovernem, który przegrał w 29 na 50 stanów. Obawiano się, że nawet bardzo, gdyż mimo swej pozycji politycznej i inteligencji Harris miał o wiele mniejszy współczynnik charyzmy niż McGovern. Prawybory wygrał niespodziewanie były gubernator Georgii Jimmy Carter, który kandydował jako umiarkowany, dzięki czemu następnie zdobył też Biały Dom.