Prywatyzacja w Polsce wiązała się często ze sprzedażą mienia zagranicznym właścicielom. Największe polskie przedsiębiorstwa, jak monopolistyczny operator telekomunikacyjny, czy wiele banków trafiło w ręce kapitału zagranicznego. Dzięki restrukturyzacji nowe prywatne przedsiębiorstwa przetrwały na rynku, ale kosztem wzrostu bezrobocia. Sprywatyzowane sektory gospodarki zaczęły osiągać zyski i wpłacać do budżetu podatki.
Prywatyzacja następowała czasami nie z przesłanek mających na celu rozwój przedsiębiorstw, lecz dlatego, że rząd potrzebował pochodzących z niej pieniędzy do zmniejszenia deficytu budżetowego.
W Polsce największe kontrowersje wokół prywatyzacji dotyczyły korupcji. Na początku lat 90. byli członkowie PZPR utworzyli szereg spółek, które dzięki zręcznym manipulacjom przejmowały po zaniżonych cenach państwowe mienie. Proces ten nazwano „uwłaszczeniem nomenklatury”. Utarło się powiedzenie, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, aby założyć własny biznes. Podczas wielkich prywatyzacji politycy czasami żądali od inwestorów „prowizji”. Pewien procent wartości przedsiębiorstw trafiał na konta zaprzyjaźnionych biznesmenów, którzy potem wspierali niektóre partie polityczne. Największa prywatyzacja, której dotyczyły tego typu zarzuty, to sprzedaż PZU.