Napoleon Bonaparte zdecydował się na bardzo ryzykowny manewr. W towarzystwie kilku zaledwie spośród towarzyszących mu żołnierzy podjechał na odległość pewnego strzału do linii wojsk, zagradzających mu drogę, po czym rozpiął swój szary płaszcz i zawołał: „Żołnierze! Jeśli jest między wami jeden, który chce zabić swojego cesarza – może to zrobić. Oto jestem!”. Żołnierze wahali się bardzo krótko. W chwilę później pędzili już w stronę Napoleona, krzycząc z całych sił: „Niech żyje Cesarz!”. Po uporządkowaniu szyków wydatnie powiększony oddział ruszył wraz z Napoleonem przez Vizille w stronę Grenoble. Po drodze dołączył do niego 7 Pułk Piechoty Liniowej pod dowództwem pułkownika La Bédoyère.

Do Grenoble dotarli o 7 wieczorem. Bramy miasta – z rozkazu generała Marchanda były zamknięte, a mury obsadzone wojskiem, lecz nie padł z nich ani jeden strzał. Po dłuższej chwili oczekiwania rozległy się jednak hałasy z przeciwnej strony miasta: to rozentuzjazmowani mieszczanie i biedota miejska wyważyli jedną z bram, Porte de Bonne. Oddziały cesarskie wkroczyły wśród wiwatów do miasta, a Bonaparte został tryumfalnie uniesiony na rękach do Hotelu pod Trzema Delfinami. Cesarz uwiecznił w swych pamiętnikach ogromne znaczenie tego zwycięstwa, odniesionego bez grama zużytego prochu, pisząc: „Do Grenoble byłem awanturnikiem.