Flota angielska wypłynęła z portu natychmiast po ustaniu sztormu i podjęła pościg. Floty spotkały się rano 20 listopada, w ponownie narastającym sztormie. Conflans rozkazał swoim okrętom szukać schronienia w zatoce Quiberon, osłanianej od strony oceanu przez półwysep o tej samej nazwie oraz wysepki Belle i Les Cardinaux, ale pełnej raf i ukrytych mielizn. Francuzi byli pewni, że bez pilotów znających zatokę i przy pogarszającej się pogodzie Anglicy nie odważą się popłynąć za nimi.

Jednak admirał Hawke, licząc na swoje załogi i przyjmując ogromne ryzyko, rozkazał im wpłynąć do zatoki w pogoni za okrętami francuskimi. Co więcej, rozkazał swoim okrętom podjąć "generalny pościg", w którym każdy okręt mógł działać na własną rękę. Było to przeciwne przyjętej praktyce, według której w trakcie bitwy okręty płynęły w szyku liniowym, ale w warunkach sztormu było jedyną możliwą taktyką.

Bitwa, która nastąpiła pośród szalejącego sztormu, była chaotyczna i bardzo zacięta. Okręty wpadały na mielizny i zderzały się ze sobą. Francuzi zaskoczeni podjęciem bitwy przez Anglików nie byli w stanie uformować szyku bojowego. Trudno opisać dokładnie działania poszczególnych okrętów.