W Komańczy przygotowano „pociąg pancerny”, w którym ściany wagonu obmurowano cegłą. Nie odegrał on jednak w walkach żadnej roli.
22 stycznia 1919 r. ruszyła polska ofensywa przeciw Komańczy i Baligrodowi. Była to operacja bardziej policyjno-represyjna, niż wojskowa. Wzięło w niej udział po stronie polskiej około 300 ludzi. Z początku praktycznie nie napotkano oporu. W Wisłoku w ogóle nie doszło do starcia, a o. Szpyłka dał się łatwo aresztować. Dopiero w Komańczy doszło do walki. Po opanowaniu wsi przez Polaków, rozproszeni Ukraińcy zebrali się na grzbiecie Sokolisk. Było ich około 350, z których 120 miało karabiny, pozostali – widły, kosy i siekiery. Po przybyciu pociągu z Sanoka z oddziałem wojsk polskich, oddział ukraiński rozbiegł się w panice. Przybyły pociągiem oddział polski rozpoczął palenie zagród we wsi. Na widok pożarów ochotnicy z Komańczy pobiegli ratować swój dobytek, a prełuczanie, widząc to, przerwali walkę i nie niepokojeni wycofali się do swej wsi.
Następnego dnia polskie formacje bez oporu obsadziły Łupków wraz z graniczną stacją kolejową – główny cel operacji, a dopiero 27 stycznia, po zajęciu Komańczy, wkroczyli do Prełuk. Po serii aresztowań i niewielkich potyczkach, Republika Komańczańska przestała istnieć.