Owocne sesje były kontynuowane do 9 grudnia – dnia, który zmienił wiele w życiu świata, muzyki i samego McCartneya. Tego dnia nad ranem cały świat dowiedział się, że John Lennon nie żyje. Paul przeżył szok. Nie mógł uwierzyć w to, że jego najlepszy przyjaciel, z którym nie utrzymywał już tak ścisłych kontaktów jak za czasów Beatlesów, został zamordowany (w nocy z 8 na 9 grudnia przed swoim domem w Nowym Jorku). Pomimo przygnębiającego wielkiego smutku, Paul zdecydował na wejście do studia. Szukał ukojenia w muzyce. Ostatecznie pograł trochę i przerwał nagrywania, ponieważ nie był w stanie cokolwiek zagrać, a co dopiero stworzyć. W trakcie sesji z 9 grudnia (w której Paul wraz z Dennym Laine’em nagrywali piosenkę Rainclouds), Paul i George Martin doszli do wniosku, że najlepiej będzie, gdy zawieszą na jakiś czas prace nad nowym albumem. Postanowili, że wrócą do niego kiedy dojdą do siebie po utracie przyjaciela.

W lutym 1981 r., dwa miesiące po śmierci Lennona, Paul McCartney wznowił sesje. W tym miesiącu nagrywał ze Steviem Wonderem, Carlem Perkinsem (legenda lat 50.), eks-beatlesem Ringo Starrem oraz stworzył parę nowych piosenek. Gitarzysta Eric Stewart także często brał udział w pracach nad nowym albumem.