W 1905 roku wydanie manifestu październikowego i złagodzenie kursu zdezorientowało Skałona. Początkowo zezwolił na pokojowe manifestacje radości mieszkańców Warszawy, lecz już 1 listopada 1905 roku demonstracja odbywająca się na placu Teatralnym została brutalnie rozpędzona. Kilkadziesiąt osób zginęło, kilkaset zostało rannych, a prasa socjalistyczna obarczała winą generała-gubernatora. „Robotnik” w 1908 roku, przypominając te zajścia, pisał, że Skałon puścił na lud kozaków i kazał strzelać do cieszącej się z konstytucji ludności – według Chimiaka jednak brakuje jednak dowodów, które winą za tę masakrę mogłyby bezpośrednio obciążyć generała-gubernatora warszawskiego. 5 listopada 1905 roku Liga Narodowa zorganizowała kolejną manifestację. Oprócz m.in. Romana Dmowskiego i Zygmunta Wielopolskiego wzięło w niej udział około dwustu tysięcy osób. Jej rozmiary miały przerazić Skałona, który już następnego dnia zabronił organizacji manifestacji i ograniczył je jedynie do pomieszczeń zamkniętych, a i w nich zakazano przemówień, które mogłyby sprzeciwiać się istniejącemu obecnie państwowemu lub społecznemu ustrojowi.