Do dziś jest to najbardziej rozpoznawalny utwór Praying Mantis, choć nigdy nie trafił na żaden długogrający album studyjny grupy.
Lata 1980-1981 to okres największej świetności Praying Mantis. Grupa koncertowała w słynnych klubach brytyjskich i na festiwalach, odbyła także wspólną trasę z Iron Maiden. Niebawem ci ostatni zdołali „podkupić” jej inżyniera dźwięku, Douga Halla, którego zresztą zatrudniają do dziś. Po wydaniu trzech singli, w 1981 r. ukazał się pierwszy LP zespołu, zatytułowany Time Tells No Lies. W ciągu kolejnych miesięcy, grupa nagrała tyle nowych utworów, że wystarczyłoby ich na kolejny album. Problemy z menedżerami uniemożliwiły jednak intensywną działalność artystyczną co z kolei doprowadziło do bezpowrotnego przygaśnięcia sławy i rozwiązania umowy przez dotychczasowego wydawcę. Skończyło się na jednym jeszcze singlu, zaś w r. 1983 Praying Mantis rozpadła się, po czym bracia Troyowie i ówczesny wokalista, Bernie Shaw, zawiązali z perkusistą dopiero co pożegnanym przez Iron Maiden skład o nazwie Clive Burr’s Escape. W gruncie rzeczy był to wciąż ten sam zespół, na koncertach pojawiały się utwory Praying Mantis.