W czasach Dom Pierre’a Pérignona produkcja wina fermentującego w zamkniętej już butelce stanowiła ogromny problem dla winiarzy. Niekiedy spadki temperatury zatrzymywały proces przemiany cukru gronowego w alkohol. Jeśli wino zostało zabutelkowane w takim stanie, stawało się czymś w rodzaju bomby zegarowej. Działo się tak, ponieważ ponowny wzrost temperatury powodował wznowienie procesu fermentacji, podczas którego wydzielał się dwutlenek węgla, który mógł albo wypchnąć z butelki korek, albo rozsadzić ją od środka, co gorsza zapoczątkowując w składzie win reakcję łańcuchową. Znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie butelki, też znajdujące się pod działaniem ciśnienia wewnętrznego, mogły również zostać rozerwane. W skrajnym przypadku możliwa była utrata całorocznej produkcji. Pérignon starał się znaleźć sposób na powstrzymanie ponownej fermentacji.

Zapoczątkował on kilka metod produkcji używanych do dzisiaj, na przykład mieszanie surowca pochodzącego z wielu winnic.