On też zdradził lokalizację drzew Williamowi Lobbowi, który z zebranymi materiałami pojechał w 1853 roku do Anglii. Tam jeszcze przed końcem tego roku John Lindley opisał gatunek pod nazwą Wellingtonia gigantea. Zirytowało to amerykańskich botaników, bowiem nazwa upamiętniała brytyjskiego wojskowego – Arthura Wellesleya, księcia Wellington, poza tym nadana została przez Anglika, który nie widział drzew na oczy. Szczęśliwie dla nich Lindley zrobił błąd, bowiem nazwa rodzaju Wellingtonia została użyta wcześniej w 1840 roku w odniesieniu do rodzaju roślin z rodziny sabiowatych. W zamieszaniu skorzystał francuski botanik – Joseph Decaisne, który w 1854 opisał gatunek jako Sequoia gigantea. Wyprzedził Amerykanów (m.in. Kelloga), którzy gatunek opisali pod nazwą Taxodium giganteum w 1855. Mimo zyskanej popularności nazwa autorstwa Decaisne okazała się także niezgodna z zasadami nomenklatury botanicznej (wcześniej użyta została przez Stephana Endlichera do określenia jednej z odmian sekwoi wieczniezielonej Sequoia sempervirens). W tej sytuacji przyjęta została (początkowo z silnymi oporami, wynikającymi z przyzwyczajenia do wyróżniania dwóch gatunków sekwoi) diagnoza amerykańskiego botanika Johna Buchholza z 1939, który wyodrębnił ten gatunek w ramach monotypowego rodzaju Sequoiadendron jako S.