Hoover albo Roosevelt, to wszystko jedno.

15 lutego 1933 roku, niedługo przed planowaną inauguracją, Roosevelt przybył do Miami, gdzie w owym czasie przebywał Zangara. W czasie jego publicznego wystąpienia Zangara oddał do prezydenta strzały z nabytego specjalnie w tym celu rewolweru. Rooseveltowi nic się nie stało, ale kule dosięgły siedzącego blisko, towarzyszącego mu w podróży burmistrza Chicago Antona Cermaka. Cermak zmarł niedługo potem (6 marca) w szpitalu w wyniku odniesionych ran. Cieszę się, że to ja zostałem postrzelony, a nie pan, panie prezydencie, miał powiedzieć w szpitalu do Roosevelta.

Potem rozległy się pogłoski, iż to właśnie Cermak, a nie prezydent miał być celem zamachu, a Zangara działał na polecenie chicagowskiej mafii. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne.

Ujęty na miejscu Zangara został osądzony i skazany na karę śmierci za zabójstwo burmistrza Chicago.

Raymond Moley, bliski współpracownik Roosevelta i jeden z czołowych amerykańskich kryminologów, stwierdził po rozmowie z zamachowcem, iż nie był częścią żadnego spisku i działał sam. Wielu twierdziło, iż jest nie do końca sprawny umysłowo i poczytalny.