Pierwszym zaatakowanym obiektem było Szefostwo Połączonych Sztabów. Partyzantom, którzy podjechali autobusem pod bramę nr 5, sprzyjało szczęście – brama była otwarta. W chwili jednak, gdy zaczęli wyskakiwać z pojazdu, pojawił się amerykański zmotoryzowany patrol. Wywiązała się strzelanina, co wykorzystali będący na służbie żołnierze ARW, którzy zatrzasnęli bramę i zaczęli razić napastników ogniem karabinów maszynowych z bunkra. Zdziesiątkowany oddział Vietcongu wycofał się do miasta. Drugi oddział, który miał zaatakować bramę nr 4, pogubił się w ciemnościach i dotarł do celu dopiero o godz. 7. Partyzanci dwoma pociskami granatnika rozbili bramę i wtargnęli do kompleksu zajmując dwa budynki, które wzięli omyłkowo za kwaterę główną. Przybyłe w ciągu dnia oddziały spadochroniarzy i piechoty morskiej odbiły budynki 31 stycznia przed południem.
Budynek Radia Sajgon został zdobyty przez partyzantów przebranych w mundury policyjne. Dzięki technikowi wieży nadawczej, położonej kilka kilometrów dalej, nie udało im się nadać orędzia władz północnowietnamskich, wzywającego do powszechnego powstania. Po dwóch dniach rozgłośnia została odbita. Sajgońskie lotnisko zostało obronione, ale chińska dzielnica Chợ Lớn została prawie całkowicie zniszczona.