Sokrates wygłasza dwie mowy.

Pierwszą mowę Sokrates wygłasza, kładąc sobie na twarz materiał tak, by Fajdros go nie widział, bo to by go (Sokratesa) peszyło. W pierwszej swojej mowie skupia się bardziej na krytyce Lizjasza, a przytaczając argumenty, które kompromitowałyby przedmówcę, krytykuje również sam przedmiot mowy – czyli Erosa. Przerywa jednak pierwszą mowę ponieważ uznaje, że bluźni przeciw Prawdzie (i bogom) i zniża się w dyskursie do poziomu Lizjasza. Zniesmaczony swoją mową (i swoją nieszczerą intencją wygłoszenia jej) chce zakończyć rozmowę i odejść, lecz Fajdros prosi go, by spróbował jeszcze raz. Dlatego też Sokrates wygłasza drugą mowę (tym razem już bez materiału na twarzy – wcześniejsze użycie go uznaje za przejaw tchórzostwa), w której nie nawiązuje już do Lizjasza, tylko chwali Erosa (pieśń pochwalna i przebłagalna). W związku z tym poglądy na temat miłości Sokratesa mogą wydawać się niespójne (w pierwszej mowie gani Erosa, w drugiej chwali). Za właściwe należy uznawać tylko te, które zawarte są w mowie drugiej, znanej również jako Wielka Mowa ().