W tym samym dniu, kiedy wojska rosyjskie witały pod Pułtuskiem marszałka Kamieńskiego, Warszawa owacyjnie przyjmowała wjeżdżającego Napoleona. Jakże inne nastroje panowały w obozie francuskim. Była to Wielka Armia, która rok temu odniosła zwycięstwo pod Austerlitz, a przed paru tygodniami pod Jeną i Auerstaedt. Gwiazda Napoleona jaśniała pełnym blaskiem, marszałkowie byli tylko wykonawcami woli cesarza. Zaopatrzenie armii było dobre, a stosunek ludności polskiej przychylny, jednak, jeżeli chodzi o zaopatrzenie trzeba przyznać, że uległo ono stopniowemu pogorszeniu w miarę jak warunki pogodowe uległy dramatycznemu osłabeniu. Jak pisze Kapitan Marbot, który służył w korpusie Augereau’a „Padał intensywny deszcz ze śniegiem, zaopatrzenie zaczęło docierać z opóźnieniem (gdyż w błocie transport był prawie niemożliwy) nie było więcej wina, rzadko kiedy jakieś piwo, i co naprawdę było problemem, żadnego chleba, a o kawałki świń i krów musieliśmy sami walczyć.”