Pierwszą partię rozstrzygnęła na swoją korzyść Lenglen 10:8, ale kiedy rywalka wyrównała stan meczu, wyglądała na mocno zmęczoną, podobno pokrzepiając się łykiem koniaku. Kolejne emocje tenisistki zafundowały widzom, wśród których znajdowała się m.in. para królewska z córką, w trzecim secie. Lenglen wyszła na prowadzenie 4:1, z kolei Chambers objęła prowadzenie 6:5 i 40:15 przy własnym serwisie. Piłek meczowych jednak nie wykorzystała, a jedną z nich Lenglen obroniła zagraniem ramą rakiety, które dodatkowo zawadziło o taśmę siatki. Ostatecznie po 44 gemach, co długo stanowiło rekord finału (w 1970 46 gemów rozegrały – chociaż w dwóch setach – Margaret Court i Billie Jean King), tytuł przypadł Suzanne Lenglen, ale obie rywalki były tak zmęczone, że nie miały siły udać się do loży królewskiej na uroczystość dekoracji.
Podobnych emocji nie przyniósł finał rok później, kiedy jeszcze raz Dorothea Chambers zmierzyła się z Lenglen. Tym razem Brytyjka zdołała wygrać tylko trzy gemy. Jej siedem tytułów w grze pojedynczej stanowiło rekord niewiele ponad dwadzieścia lat – w 1938 ósmy raz Wimbledon wygrała Amerykanka Helen Wills. Dziewięcioma tytułami może pochwalić się Martina Navrátilová, a podobnie jak Chambers siedmioma – Steffi Graf.