Seweryn Goszczyński, który odwiedził Dolinę Kościeliską w 1832 r., w swym „Dzienniku podróży do Tatrów” pisał później: Naraz gościniec (...) skręcił się ku południowi, pojrzałem przed siebie, na tę i na tę stronę pasma wysokich gór świerkami okrytych; tylko w jednym miejscu przerwa aż do dna doliny, na kilka sążni szeroka, po jednej i po drugiej stronie dwie ogromne skały, jak dwie kolumny w bramie, a spomiędzy nich Czarny Dunajec wypadał – to wjazd w Kościeliską dolinę!.
Przejście między skałami bywało często niszczone przez wezbrany potok. Naprawy bywały niedbałe, a przejazd tradycyjnymi furkami góralskimi bardzo utrudniony. Żalił się na to Eugeniusz Janota, który na początku lat 70. XIX w. w szkicu „Dolina Kościeliska w Tatrach” pisał: ...dolina znacznie się zwęża, skaliste ściany obu boków zbliżają się tak do siebie że tylko dla potoku wolne zostaje miejsce, zwane Bramą. Po nad potokiem za pomocą sąsieka z tramów sporządzonego i do potoka wpuszczonego i ponarzucanych do tego sąsieka głazów urządzono przejście i niby drogę, bo kilkusążniowej przestrzeni zarzuconéj skalem, jak takowe padło, bez ułożenia porządnego, bez zasypania z wierzchu drobnym kamieniem i żwirem, przecież nie można nazwać drogą.