Do swych filmów sam pisał scenariusze, sam je produkował, reżyserował i odtwarzał w nich główną rolę. Obdarzony nieprzeciętnie wysokim wzrostem, Tati zwykle w nich chodzi przygarbiony, w charakterystycznym, przykrótkim płaszczu, ze śmiesznym kapelusikiem na głowie i fajką w zębach. Nie gra twarzą, lecz całą swoją sylwetką. Gag jako taki nie miał w jego filmach charakteru czysto nonsensownej konstrukcji, podobnie jak np. u braci Marx. W nieporadności postaci, nieprzewidywalności ruchów nie ma nic z klownady czy farsy, zastępuje je komiczne tło akcji. Bardzo często (co jest swoistym novum) gagi nie wynikają z bezpośredniego sprawstwa głównego bohatera, gdyż przyczyną ich bywa także działanie innych postaci.

Jego filmy przemawiają wysmakowaną kompozycją wizualną, dopracowanymi w najdrobniejszych szczegółach wielopiętrowymi gagami sytuacyjnymi – nigdy jednak nie odwołującymi się do rubasznego, jarmarcznego humoru. Bohater Tatiego – czy to pan Hulot, czy listonosz François (Dzień świąteczny) – to osamotniony człowiek zarówno wzbudzający sympatię, jak i skłaniający do refleksji.