thumb|Skocznia w Bischofshofen, której od 1964 roku Przybyła był rekordzistą Przybyłę w rankingu konkursu sklasyfikowano na 41. pozycji, a w całym Turnieju na miejscu 7., z notą 828,2 pkt. Sędziowie w tamtym cyklu nisko oceniali skoki Przybyły. Przy lądowaniu jego telemark był bardzo głęboki, często kolanem dotykał narty. Jego szeroko prowadzone narty falowały w powietrzu, przez co noty były niskie.
Przed igrzyskami olimpijskimi ostatnią eliminacją dla grupy skoczków prowadzonych przez trenera Kozdrunia był Memoriał Czecha i Marusarzówny na Wielkiej Krokwi. Przybyła po 100 m skoku był w nim drugi. Zwyciężył też w mistrzostwach Polski.
Na igrzyskach w Innsbrucku Polskę reprezentowało sześciu skoczków. Na średniej skoczni w Seefeld in Tirol Przybyła złamał podczas treningu nartę. Jego kolega z kadry – Stefan Przybyła – przysłał mu z Polski swoje Poppy. Olimpijczykowi dostarczono je dzień przed pierwszym konkursem. Po swoim pierwszym skoku, na 78 m, długo prowadził. W kolejnych seriach lądował na 74 m i 73 m i zajął 18. pozycję. Na dużej skoczni po pierwszej serii, w której osiągnął 92 m, był czwarty. W drugiej był szósty, po lądowaniu na 87,5 m. W ostatnim skoku, przy silnie wiejącym fenie skoczył 74,5 m i rywalizację zakończył na 9. miejscu.