Ilghazi wyruszył wraz z końcem maja, prowadząc ze sobą armię, która liczyła ponoć aż 40 000 żołnierzy. Roger przyjął spokojnie wiadomość o wymarszu wroga. Był pewny siebie i chciał załatwić całą sprawę sam, jednak łaciński patriarcha Antiochii Bernard z Walencji wymógł na nim zwrócenie się o pomoc do króla Baldwina i Ponsa z Trypolisu. Baldwin odpowiedział, że postara się przybyć jak najszybciej, prowadząc ze sobą oddziały jerozolimskie i trypolitańskie. Zalecał też, by do czasu przybycia posiłków Roger ograniczył się do defensywy.
Kiedy Munkizydzi najechali Apameę, jak to było wcześniej ustalone, Ilghazi wysłał jednostki turkmeńskie na południowy zachód, rozkazując im połączenie się z oddziałami szajzarskimi i wojskiem z Damaszku. Tymczasem główna armia, którą Ilghazi dowodził osobiście, wkroczyła na terytorium Hrabstwa Edessy. Nie podjęła jednak żadnej akcji przeciwko samej Edessie, gdyż miasto było zbyt dobrze bronione. W połowie czerwca przeprawiła się przez Eufrat w okolicy Balisu i rozłożyła obóz w Kinnasrinie, około 25 km na południe od Aleppo, gdzie miała czekać na wsparcie od Tughtakina. W tym samym czasie Roger postanowił nie czekać dłużej na przybycie Baldwina i, mimo ostrzeżeń patriarchy Bernarda, niepomny na bolesne doświadczenia innych baronów łacińskich w przeszłości, postanowił od razu zmierzyć się z Ilghazim.