Atakowali wszystkie polskie pozycje na całej linii, ale pod koniec dnia Kozacy, lisowczycy, piechota i czeladź natarli na nich tak gwałtownie, że zdobyli szańce i zagwoździli działa.
Następne dwa dni upłynęły dość spokojnie, ale silne czambuły tatarskie przeprawiły się przez Dniestr i zaczęły szkodzić polskiej komunikacji z Kamieńcem Podolskim, na czym natychmiast ucierpiały dostawy żywności i furażu dla koni. Wprawdzie usypano pod Brahą na polskim brzegu redutę obronną, która miała strzec szlaku kamienieckiego, ale nie na wiele się to zdało.
7 września Nastąpił kolejny szturm. Janczarzy, wykorzystując brak czujności na prawym polskim skrzydle, wdarli się na szańce i wycięli ponad stu ludzi piechoty. Odparto ich wprawdzie, ale spodziewano się nowego ataku. Taki rzeczywiście nastąpił, ale wtedy Chodkiewicz ruszył do kontrataku husarię, którą poprowadził osobiście. „Choć na zdrowiu schorzały, ale w sercu i animuszu nader czerstwy, chorągwi swojej skoczyć kazał (...) sam się przywodząc potykał”S. Lubomirski, s. 87. Spahisi nie wytrzymali uderzenia. Rzucili się do bezładnej ucieczki, a skrzydlaci jeźdźcy gonili ich aż do samego obozu.