Wówczas doświadczony oficer mógł się wreszcie pokusić o znalezienie właściwego miejsca. Trafione zwierzę miotało się, wyrzucając nozdrzami fontannę krwawej posoki, co marynarze eufemistycznie określali czasem mianem „płonącego komina”. Miotające się zwierzę wymiotowało, krwawiło i bardzo szybko traciło siły. Czasami jednak zdychało dopiero po kilkunastu uderzeniach specjalną lancą o ostrym, szerokim i płaskim ostrzu.
Oprawianie wieloryba