Gdy goniec doniósł radzie miejskiej o obrocie wydarzeń, przerażony burmistrz wyjechał na spotkanie karawanu. Prosił Bogusława X o przebaczenie i udział w wieczerzy. Ten jednak ani myślał o takim zakończeniu sprawy. Doznane upokorzenie wymagało srogiej zemsty. W wyniku przeprowadzonych rokowań, miasto zobowiązało się do wielu ustępstw na rzecz księcia jako zadośćuczynienia za wyrządzone mu szkody. Zmuszone zostało m.in. podarować Bogusławowi X dwieście koni, wyprawić dla całego dworu kilkudniową ucztę w oznaczonym terminie oraz zburzyć bramę miejską, przez którą książę i jego drużyna wjeżdżali do miasta jako jeńcy, w taki sposób, aby Bogusław X mógł przejechać konno po gruzach tej bramy. W dniu przyjazdu księcia miasto miało być odświętnie przybrane, cała jego ludność z radą miejską i duchowieństwem na czele, z krzyżami i sztandarami miała wyjść za obręb miasta na spotkanie księcia i na klęczkach prosić go o łaskę przebaczenia lekkomyślnego napadu. Odtąd nie odnotowano poważniejszych zatargów między księciem a Radą Miejską Koszalina.