Jeszcze przed rozpoczęciem działań, z Hiszpanii wysłano na Kubę eskadrę okrętów, którą dowodził kontradmirał Pascual Cervera y Topete. W najlepszym wypadku Hiszpanie zamierzali zademonstrować swoją obecność w ich największej pozostającej im amerykańskiej kolonii, w najgorszym razie zmierzyć się z silną, lecz względnie niedoświadczoną marynarką USA. W przeciwieństwie do eskadry hiszpańskiej admirała Montojo, utraconej w bitwie w Zatoce Manilskiej, składającej się głównie ze starych nie opancerzonych okrętów, eskadra Cervery składała się z nowoczesnych okrętów pancernych, niemających nawet 10 lat. W eskadrze Cervery znajdowały się ponadto dwa zbudowane w Wielkiej Brytanii niszczyciele „Pluton” i „Furor”, które pomimo niewielkich rozmiarów budziły postrach jako okręty torpedowe.

Z relacji, w tym własnych zapisków Cervery, wynika, że hiszpański admirał miał poczucie, że eskadra zmierza ku zagładzie. Okręty hiszpańskie cierpiały na pewne problemy techniczne. Część z nich, w tym krążownik pancerny „Vizcaya”, wymagało czyszczenia dna z obrastających je organizmów morskich, powodujących zwiększone opory obniżające prędkość. Większość artylerzystów miała małe doświadczenie w strzelaniu, a większość hiszpańskich dział Hontoria była już nieco przestarzała.