Młodzieniec widzi Jezusa wstępującego do nieba, pusty grób i aniołów u wejścia do niego, a chór śpiewa, że odtąd już żaden lud, który stał się narodem, nie umiera.

Wędrowcy przechodzą wąskim korytarzem w drugą, chrześcijańską część dziejów. Na ich oczach powstaje Kościół. Ze zgiełku kacerstw i prześladowań powstaje Piotrowa moc, która następnie ulega zepsuciu (oblókł się w szkarłat – zwielmożniał – zrzymianił). Młodzieniec z Aligierem stają na równinach Prowansji. Widzą pole trupów i niedobitki uciekających albigensów. Chcieli być wolni i równi, jak nauczał Chrystus, lecz przyszli przedwcześnie. Niespełniony puchar przekazują templariuszom. Obraz się zmienia. Widzą więzienie, a w nim wielkiego mistrza i kilku braci skazanych na stos. Chcieli utworzenia jednej rzeczypospolitej, a w niej królestwa Bożego na ziemi. Zamiast tego jest papież z królem w sporze, dwa miecze boleśnie wbite w jedno serce. Puchar niedopity muszą przekazać w ręce inne, różokrzyżowców. Tymczasem słowo Boże się rozpadło, opoka stwardniała, europejski gmach się trzęsie. Nie wyrósł ani w katedrę, ani w pałac. Król, kapłan i gmin tratują się wzajemnie.