Treść Rozważanie wypadków w Poznańskiem w latach 1846–1848 rozpoczyna Norwid od rzutu oka na wartość ówczesnej Europy. Gdy chodzi o Kościół wszyscy starali się z nim powaśnić, bo to dawało siłę wobec mas. Talent który zbluźnił Kościołowi miał patent na Geniusz, a nawet bywał bogiem. Co do politykiː dyplomaci byli bez idei i wiary nawet w archeologię, wszystko opierało się na zręczności bez sumienności czy przewidywania następstw. Co do siłyː armie były bez sztandarów, oparte na regularnej płacy, silnych nerwach i kłamstwie wodzów. Wreszcie co do sensu społecznego i jawności prawdyː proboszcz wygłaszał kazanie słuchaczom najzupełniej przygotowanym słyszeć, to co usłyszą i w to wierzyć. Wirtuoz, np. Liszt grał nie swój koncert, ludzie nieśli mu kwiaty, a damy chciały dopić resztę wody ze szklanki, która została na jego fortepianie. Dzienniki głosiły postęp i elektryczność.
Zaczyna się konspiracja. Konspiratorów jest 150, ale rozgłaszają, że 2000. Najszybciej wierzą im natury subtelne i rzutkie i ci pierwsi oddadzą krew. Niektórzy poeci czują woń męczeńskiej krwi, ale wołająː Tryumfǃ Poruszone jest Poznańskie. Organizatorów jest 500. Trąbią o 10000 legionów.