W czasie studiów mieszkał w specjalnie dla niego wynajętej rezydencji. Otoczony adiutantami i traktowany z honorami wyrósł na człowieka pewnego siebie, zarozumiałego, dalekiego od ideału, jaki wymarzyli sobie jego rodzice. W miarę upływu czasu poglądy Wilhelma stawały się coraz bardziej reakcyjne, podobne do tych, jakie reprezentował jego dziadek Wilhelm I oraz kanclerz Otto von Bismarck. Filozofia polityczna rodziców wydawała mu się staromodna. Marzył o „wielkości, podbojach, krwi i żelazie”.
Po ukończeniu studiów Wilhelm powrócił do Prus. Wyraźnie faworyzowany przez Bismarcka brał udział w realizowaniu polityki zagranicznej. Został przyjęty do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Młodemu księciu schlebiały pochlebstwa kanclerza oraz innych członków rządu. Wiosną 1884 roku reprezentował cesarza w Petersburgu na uroczystościach z okazji osiągnięcia przez carewicza pełnoletniości. Poinstruowany przez Bismarcka miał umacniać podpisany właśnie Sojusz Trzech Cesarzy. W 1885 r. książę Wilhelm brał udział w spotkaniu cesarzy Niemiec i Austrii w Gastein, a następnie udał się w kolejną dyplomatyczną podróż do Rosji. Wyraźnie przeceniał swe zdolności. Na carze Aleksandrze III nie zrobił zbyt dobrego wrażenia.