Zmarłych początkowo grzebano w trumnach, lecz ich liczba szybko stała się tak duża, że Japończycy rozkazali, aby grzebać zwłoki w workach po ryżu.

Lekarze-jeńcy dokonywali heroicznych wysiłków, aby nieść pomoc swoim pacjentom. Środki którymi dysponowali były jednak bardzo skromne. Lekarstwa, które przywieźli z Jawy, skończyły się już 15 maja. Japoński lekarz Kuranosuke Shimada, który okazyjnie odwiedział obóz, okazywał niewielkie zainteresowanie losem jeńców. Brytyjskim lekarzom wydzielił jedynie niekompletny zestaw narzędzi chirurgicznych – w niektórych wypadkach uszkodzonych, a także sześć rolek bandaży oraz niewielkie ilości jodoformu i soli fizjologicznej. Obozowy szpital był znany wśród jeńców jako „chata śmierci”. Najciężej chorzy pacjenci musieli leżeć na bambusowych pryczach, we własnych odchodach, pokryci rojami robactwa. Co więcej, Mori nie zezwolił na wydzielenie odrębnej grupy roboczej, złożonej z pielęgniarzy i szpitalnych pomocników. W konsekwencji musieli oni pracować przez cały dzień na lotnisku, a posługę w szpitalu mogli pełnić jedynie w godzinach nocnych. Lekarze-jeńcy byli zmuszeni improwizować, na przykład leczyć tropikalne wrzody przy użyciu mikstury sporządzonej z kredy, oleju palmowego i japońskiego proszku do zębów.