Tym niemniej zmiany geopolityczne, jakie nastąpiły po zakończeniu zimnej wojny, stawiają dla Zachodu wymóg wewnętrznego wzmocnienia kulturowego przez wstrzymanie się od narzucania swojego ideału demokratycznego uniwersalizmu i zaprzestanie swojego nieustającego interwencjonizmu militarnego. Inni krytycy wskazują, że taksonomia Huntingtona jest arbitralna, stanowi uproszczenie i nie bierze pod uwagę wewnętrznej dynamiki i partykularnych napięć, jakie panują wewnątrz samych cywilizacji. Ponadto krytycy argumentują, że Huntington nie docenia mobilizacji ideologicznej prowadzonej przez elity i niespełnienia socjoekonomicznych potrzeb populacji – które to przyczyny są rzeczywistymi czynnikami napędzającymi konflikty – a także, że ignoruje konflikty, które nie pasują do linii defektów cywilizacyjnych, jakie zidentyfikował. Dalej, zdaniem krytyków, jego nowy paradygmat nie jest niczym innym, jak tylko myśleniem realistycznym, w którym „państwa” zastąpione zostały przez „cywilizacje”. Wpływ Huntingtona na politykę Stanów Zjednoczonych podobny jest do wpływu kontrowersyjnych teorii religijnych brytyjskiego historyka Arnolda Josepha Toynbee'ego, który w początkach XX w.