Według tradycji katolickiej wczesnośredniowieczny męczennik został rozerwany końmi, a szczątki rozczłonkowanego ciała zostały rozwłóczone po bezdrożach.
W wierszu Gajcego rozrzucone wybuchem członki ludzkie nie są zasługującymi na szacunek ciałami zmarłych, lecz padliną z rynsztoka (Pachną trupkiem), która ma zostać zjedzona przez wszystkich świętych w groteskowej parodii eucharystii.
Szokujący utwór zawiera obraz całkowitej katastrofy, zapowiedź klęski powstania i krytykę (neo)mesjanizmu (Przegryźcie Chrystusem/Narodów!). W sposób gorzki, szyderczy, ironiczny (sarkastyczny) pojawiają się rożne elementy tożsamości narodowej czy mitów narodowych, począwszy od kuchni polskiej (flaczki, salceson) przez słowiańskie gody po katolicyzm (wszyscy święci) i znane z sarmatyzmu hasło przedmurza chrześcijaństwa. Choć jako dzieło chwili utwór ten (szkic utworu) Stanisław Bereś uznaje za bez wątpienia wiersz nieudany artystycznie, to jednak przyznaje mu miano wyjątkowości na tle ówczesnej poezji powstańczej. Widzi w nim ponurą i makabryczną humorystykę opartą na kontraście między wzniosłymi ideami zaszczepionymi pokoleniu Kolumbów (m.in. przez literaturę romantyczną) a brutalną wojenną rzeczywistością.