Skoro tylko podpisał pismo, córka Proteriusa zapragnęła wyjść za niego za mąż. Nic nie pomogły łzy i tłumaczenia jej ojca. Zagroziła, że zrobi sobie krzywdę, jeśli jej życzenie nie zostanie spełnione. Nieszczęśliwy ojciec w końcu ustąpił. Jezus jednak nie zostawił swego dziecka, wysłał do niej znajomą, która wyjawiła jej niecne praktyki jej męża. Ten najpierw wszystkiemu zaprzeczył, ale skoro żona zażądała, by udał się z nią na mszę, do przyznał się do kontaktów z duchem nieczystym. Córka Proteriusa zaprowadziła męża do biskupa Bazylego i poprosiła go o ratunek dla nich.
Biskup zapytał jej męża czy chce powrócić do Boga, a gdy ten wyznał, że chce, ale nie potrafi, Bazyli zaprowadził go do kaplicy, gdzie miał trzymając się krzyża modlić się. Kiedy mężczyzna pozostał sam w kaplicy otoczyły go diabły, szydziły z niego i straszyły go mękami piekielnymi. Gdy Bazyli odwiedził go po kilku dniach ich napór zelżał, pokutujący słyszał już tylko głosy złych duchów i to z oddali. Gdy Bazyli powrócił po czterdziestu dniach, mężczyzna był niemal wesół. Poprzedniej nocy miał bowiem widzenie, że Bazyli walczył z wężem i go pokonał. Bazyli doszedł do wniosku, że Bóg przebaczył nieszczęśnikowi. Zabrał go do siebie i przez całą noc domownicy modlili się za niego. Rano poprowadził go do katedry.